Szukając informacji o czasie lub lokalizacji wykonania zdjęcia można posłużyć się danymi EXIF zawartymi w samym pliku, ale jeśli zostały one usunięte lub mamy podejrzenie, że zostały zmodyfikowane, jest jeszcze coś, co może nam pomóc – Słońce.
Na stronie dziennikarzy śledczych Bellingcat oraz na blogu, który prowadzi Somedev Sangwan, ukazały się ostatnimi czasy opisy podstaw używania pozycji Słońca do określania daty i godziny wykonania danego zdjęcia (niestety drugi wpis został usunięty, chociaż nadal pamięta o nim archiwum Internetu). Przedstawione tam możliwości analizy zdjęć wynikają z tego, że Słońce, jak zapewne wszyscy doskonale wiedzą, zmienia swoje położenie w ciągu dnia. Dodatkowo, w związku z nachyleniem osi Ziemi w stosunku do prostej prostopadłej do jej orbity, każdego dnia w roku światło słoneczne pada na powierzchnię Ziemi pod nieco innym kątem, co daje nam możliwość wyznaczenia w miarę dokładnego momentu czasowego, w którym cień jakiegoś przedmiotu, drzewa lub budynku miał określony stosunek długości do wysokości rzucającego go przedmiotu i padał pod danym kątem (a konkretnie chodzi o wyznaczenie azymutu, czyli kąta pomiędzy położeniem Słońca a kierunkiem północnym).
Wykonana symulacja zdaje się potwierdzać datę wykonania zdjęcia satelitarnego – 27 marca. Dodatkowo wiemy, która wtedy była godzina
Jeśli uda nam się znaleźć odpowiednio dobrze widoczne cienie na zdjęciu, pozostaje już tylko skorzystać z niezwykle użytecznego narzędzia, jakim jest SunCalc – pokazuje ono m.in. kąty wysokości i azymutu Słońca, a także długość cienia obiektu o określonej wysokości dla danego wybranego miejsca na Ziemi i wybranego czasu. Manipulując datami możemy określić moment wykonania zdjęcia, porównując wyliczone dane z tymi „odczytanymi” z obrazu. Oczywiście im mniej dokładne zdjęcie i nasze wyliczenia długości oraz kątów cienia, tym z mniejszą pewnością określony będzie moment czasowy.
Warto także pamiętać o tym, że prowadząc działania OSINT-owe na półkuli południowej, wszystko tam jest na odwrót, tzn. cienie padają w kierunku południowym, a zegary słoneczne chodzą (jakkolwiek bez sensu by to nie brzmiało) niezgodnie z ruchem wskazówek zegara.
Dla zainteresowanych tym tematem – kwestie wyznaczania lokalizacji m.in. z użyciem cienia będziemy także poruszać na nadchodzącym kursie – OSINT master #2.
Interpretatorzy byli pomysłowymi ludźmi, którzy rozwijali tę nową dziedzinę nauki, wynajdując różne sprytne urządzenia pomocne w tej pracy. Pracownicy jednej z sekcji odpowiadali za obserwację wież radiowych i radarowych i musieli z ogromną dokładnością mierzyć wysokość masztów zidentyfikowanych na zdjęciach lotniczych, gdyż to pozwalało określić, do czego służyła wieża: do nadawania, zagłuszania czy jako stacja radarowa. Aby to zrobić naprawdę precyzyjnie, należało przeprowadzić szereg złożonych obliczeń, do tego znać dokładną szerokość geograficzną i porę dnia, w której zrobiono zdjęcie. Szef ekipy major Claude Wavell zbudował urządzenie do obliczania wysokości wieży na podstawie rzucanego przez nią cienia. Wyglądało jak mały globus wykonany z koncentrycznych drewnianych okręgów. Interpretator ustawiał dokładną szerokość geograficzną wieży i datę wykonania zdjęcia. Urządzenie obliczało najpierw kąt padania promieni słonecznych nad horyzontem. Kiedy ustaliło się azymut słońca – czyli kąt w stosunku do równika – urządzenie obliczało wysokość obiektu na podstawie długości rzucanego cienia. Wszyscy podziwiali nowy sprzęt i Wavell z dumą nazwał go altazimetrem. Stwierdził, że jest równie użyteczny jak suwak logarytmiczny, a działa z wykorzystaniem podstawowych zasad trygonometrii sferycznej. Wavell utrzymywał, że mimo swej prostoty urządzenie w ciągu kilku minut podaje wynik z dokładnością do 1 procenta w stosunku do wyników szczegółowych obliczeń, które w epoce przedkomputerowej zajmowały więcej niż pół godziny. O cudach altazimetra powstał wiersz. Zaczynał się tak:
O, świetny sferyczny przyrządzie,
Co skalę ustala i inne dane,
Który pomaga, kiedy mózg wysiądzie,
Gdy obliczenia są zbyt zagmatwane.13
Po wojnie Wavell poprosił ministerstwo lotnictwa o jakąś formę uznania za ten udany wynalazek. Po kilku latach wreszcie dostał czek na 25 funtów!
Interpretatorzy byli pomysłowymi ludźmi, którzy rozwijali tę nową dziedzinę nauki, wynajdując różne sprytne urządzenia pomocne w tej pracy. Pracownicy jednej z sekcji odpowiadali za obserwację wież radiowych i radarowych i musieli z ogromną dokładnością mierzyć wysokość masztów zidentyfikowanych na zdjęciach lotniczych, gdyż to pozwalało określić, do czego służyła wieża: do nadawania, zagłuszania czy jako stacja radarowa. Aby to zrobić naprawdę precyzyjnie, należało przeprowadzić szereg złożonych obliczeń, do tego znać dokładną szerokość geograficzną i porę dnia, w której zrobiono zdjęcie. Szef ekipy major Claude Wavell zbudował urządzenie do obliczania wysokości wieży na podstawie rzucanego przez nią cienia. Wyglądało jak mały globus wykonany z koncentrycznych drewnianych okręgów. Interpretator ustawiał dokładną szerokość geograficzną wieży i datę wykonania zdjęcia. Urządzenie obliczało najpierw kąt padania promieni słonecznych nad horyzontem. Kiedy ustaliło się azymut słońca – czyli kąt w stosunku do równika – urządzenie obliczało wysokość obiektu na podstawie długości rzucanego cienia. Wszyscy podziwiali nowy sprzęt i Wavell z dumą nazwał go altazimetrem. Stwierdził, że jest równie użyteczny jak suwak logarytmiczny, a działa z wykorzystaniem podstawowych zasad trygonometrii sferycznej. Wavell utrzymywał, że mimo swej prostoty urządzenie w ciągu kilku minut podaje wynik z dokładnością do 1 procenta w stosunku do wyników szczegółowych obliczeń, które w epoce przedkomputerowej zajmowały więcej niż pół godziny. O cudach altazimetra powstał wiersz. Zaczynał się tak:
O, świetny sferyczny przyrządzie,
Co skalę ustala i inne dane,
Który pomaga, kiedy mózg wysiądzie,
Gdy obliczenia są zbyt zagmatwane.13
Po wojnie Wavell poprosił ministerstwo lotnictwa o jakąś formę uznania za ten udany wynalazek. Po kilku latach wreszcie dostał czek na 25 funtów!
Podniebni szpiedzy
Taylor Downing