Konferencja Mega Sekurak Hacking Party w Krakowie – 26-27 października!

AI bez lukru #15: Influenza XXI wieku – czyli po co nam jeszcze żywi twórcy?

30 stycznia 2026, 04:02 | Aktualności, Teksty | 1 komentarz

Cześć! Z tej strony Tomek Turba. AI bez lukru to cykl moich felietonów o sztucznej inteligencji bez marketingowego lukru, bez korporacyjnych slajdów i bez bajek o „rewolucji, która wszystko zmieni”. Pokazuję AI taką, jaka jest naprawdę: z absurdami, wpadkami, halucynacjami i konsekwencjami, o których rzadko mówi się głośno. Bez zadęcia, bez propagandy, z humorem – ale na serio.

Pełna lista odcinków: tutaj

Chcesz ogarnąć ze mną niezbędne umiejętności dotyczące AI w 2026 roku i tym samym nie zostać w tyle? Właśnie wystartowała kolejna edycja szkolenia ze mną, Tomkiem Turbą – Narzędziownik AI 2.0 Reloaded! To najbardziej kompletne szkolenie z AI w Polsce. Składa się z aż czternastu sesji, trwających po dwie godziny każda. Szkolenie na żywo, z dostępem do nagrania na zawsze. Skorzystaj z linku i zamów z 70-procentową zniżką. 

Zapisuję się

Influenzer1 też człowiek. Ma twarz, swoją historię, zdarzają mu się wpadki, gorsze dni i kompromitujące tweety sprzed dziesięciu lat, które ktoś zawsze potrafił odkopać. Kto dawał dychy na fotka[.]pl? Przyznać się. Choć influencer w obecnej dobie AI może być wolny od powyższych problemów Może bowiem… nie istnieć z krwi i kości.

Jest wygenerowany. Wygładzony. Idealny. Nie choruje. Nie starzeje się. Nie ma poglądów, które trzeba tłumaczyć lub nagiąć. Plastik i kod. Wirtualni influencerzy są marzeniem marketingu. Nie trzeba ich przekonywać, nie trzeba im płacić „za dużo”, nie trzeba się martwić, że coś chlapną podczas live’u albo że następnego dnia zmienią zdanie. Nie mają poglądów politycznych, dzieci, nie doświadczają rozwodów, kryzysów czy depresji. Mają za to brief. I AI to kocha. Bo algorytm nie lubi ludzi. Lubi przewidywalność. Lubi gładkie emocje, kontrolowane kontrowersje i reakcje, które da się zaplanować w Excelu (ekhem, tzn. w narzędziach Business Intelligence). Wirtualny influencer nie popełnia błędów. Jeśli coś pójdzie nie tak, robi się update promptu systemowego.

Tylko że w tym wszystkim umyka nam jedno pytanie: Dlaczego my w ogóle, do diaska, chcemy chłonąć taką upiększoną rzeczywistość? Czy to kwestia znudzenia, zmęczenia prozą życia?

Jesteśmy zmęczeni ludźmi. Ich chaosem, sprzecznościami, emocjami. Zmęczeni tym, że ktoś się myli, zmienia zdanie, ma słabszy dzień. Plastikowy influencer jest jak playlistа „chillek vibes”: zawsze taka sama, zawsze pasuje, nigdy nie zaskoczy. Sami nią posterujemy. I tu wracamy do nudy. Znowu, ale nuda. Nie ta twórcza, pchająca do działania. Obezwładniająca. Taka, która chce bodźca, ale bez ryzyka. Wirtualny twórca idealnie ją wypełnia. Jest kimś do patrzenia, nie kimś do słuchania. Jest estetyką, nie relacją.

A żywi twórcy? Żywi twórcy są problematyczni. Mają swoje zdanie. Mają charakter. Czasem powiedzą coś głupiego. Czasem coś niewygodnego. Czasem coś prawdziwego. I to jest ich największa wada… i jednocześnie jedyna wartość, którą powinniśmy chronić. Bo prawdziwy twórca może się pomylić. Może się rozwijać. Może zmienić zdanie. Pracuje emocjami, jak dobry serial. Jak Dziki Trener. Plastikowy influencer może tylko zmienić prompt. Najbardziej ironiczne jest w tym wszystkim to, że im więcej mamy „sztucznych” twórców, tym bardziej influencerzy z krwi i kości zaczynają zachowywać się jak LLM-y. Mówią bezpiecznie. Neutralnie. Pod zasięg. Pod trend. Pod to, co „się kliknie”. Używając muzyczki z top trendów. Żywi ludzie optymalizują się pod system, a system produkuje idealnych nie-ludzi. I nagle okazuje się, że influencer z kodu jest bardziej „ludzki” niż człowiek (pozdro Grok, łobuzie), który boi się powiedzieć cokolwiek bez sprawdzenia reakcji w komentarzach.

Po co nam więc jeszcze żywi twórcy?

Po to, żeby ktoś czasem powiedział coś nieoptymalnego.
Po to, żeby ktoś się pomylił.
Po to, żeby ktoś był niewygodny.

Bo kultura, w której wszyscy są idealni, jest martwa. Radio Kraków szybko się o tym przekonało. A twórczość, która nie niesie ryzyka, jest tylko dekoracją.

Puenta? Influencerzy z plastiku i kodu są idealni dla algorytmów. Ale jeśli oddamy im wszystko, zostanie nam świat bez tarć, bez konfliktu, bez prawdy. Ładny. Gładki. Pusty. Też lubię muzykę z AI, która wypełnia Spotify w 37%. Jednak solidaryzuję się z Robem Zombie, który nie jest z AI.

Algorytm już wie, kogo warto promować – a czy my jeszcze wiemy, kogo warto słuchać?

~Tomek Turba

1. Pisownia zamierzona. Tak jak na początku XX wieku ludzkość dziesiątkowała groźna influenza, tak teraz ulegamy swoistej epidemii dążenia do zaistnienia w przestrzeni publicznej.

Spodobał Ci się wpis? Podziel się nim ze znajomymi:



Komentarze

  1. JJ

    Żywi ludzie optymalizujący się pod system – pięknie zauważone.

    To nieprawda, że AI zaczęła robić rewolucję kilka lat temu. Grunt pod mentalną cyborgizację ludzkości pojawił się już wiele lat temu:
    – pracownicy obsługi klienta i infolinii zmuszani do klepania utartych formułek, bez zmiany choćby słowa,
    – profesorowie akademiccy, politycy i biznesmeni z uporem maniaka chwytający się wciąż tych samych fraz,
    – obowiązkowe punkty do odhaczenia w filmach dla kin i serwisów VOD (parytety płci, rasy i preferencji łóżkowych),
    – usuwanie z przestrzeni publicznej lub demonizowanie wszelakich odstępstw od “jedynie słusznej narracji”,
    – czy też wspominana wyżej dyktatura poprawności – by nie urazić nikogo i być “bezpiecznym” – a z drugiej strony pluć na coś lub kogoś innego do woli.

    A mówiono, że to komunizm był absurdem XD

    Odpowiedz

Odpowiedz