Konferencja Mega Sekurak Hacking Party w Krakowie – 26-27 października!
AI bez lukru #31: Osobisty propagandysta LLM
Cześć! Z tej strony Tomek Turba. AI bez lukru to cykl moich felietonów o sztucznej inteligencji bez marketingowego lukru, bez korporacyjnych slajdów i bez bajek o “rewolucji, która wszystko zmieni”. Pokazuję AI taką, jaka jest naprawdę: z absurdami, wpadkami, halucynacjami i konsekwencjami, o których rzadko mówi się głośno. Bez zadęcia, bez propagandy, z humorem – ale na serio.
Pełna lista odcinków: tutaj

Chcesz ogarnąć ze mną niezbędne umiejętności dotyczące AI w 2026 roku i tym samym nie zostać w tyle? Właśnie wystartowała kolejna edycja szkolenia ze mną, Tomkiem Turbą – Narzędziownik AI 2.0 Reloaded! To najbardziej kompletne szkolenie z AI w Polsce. Składa się z aż czternastu sesji, trwających po dwie godziny każda. Szkolenie na żywo, z dostępem do nagrania na zawsze. Skorzystaj z linku i zamów ze zniżką. Możesz też dołączyć do edycji kwietniowej, wszystko w linku poniżej.
Kiedyś propaganda wymagała państwa. Redakcji. Studia telewizyjnego. Sztabu ludzi od narracji. Dziś wystarczy prompt i tryb agentowy (o ironio!). Nigdy w historii nie było tak łatwo stworzyć spójnej, przekonującej opowieści, która ma tylko jeden cel: wpłynąć na czyjeś myślenie. AI potrafi napisać przemówienie, artykuł, serię postów, komentarze, a nawet wygenerować twarze ludzi, którzy “popierają” daną tezę. I zrobi to w minutę, dobra może w trzy. Propaganda zawsze polegała na trzech rzeczach: uproszczeniu świata, wskazaniu winnego i dostarczeniu emocji. AI jest w tym doskonała. Nie dlatego, że ma ideologię. Dlatego, że potrafi optymalizować przekaz pod odbiorcę. Chcesz wersję konserwatywną? Proszę bardzo. Chcesz progresywną? Popraw prompta. Chcesz język ekspercki, ludowy, młodzieżowy, religijny, korporacyjny? Wszystko to kreatywny prompt. To nie jest już masowa propaganda jak w XX wieku. To propaganda spersonalizowana. Wyobraź sobie kampanię, w której każdy obywatel dostaje trochę inną wersję tej samej narracji. Inne argumenty. Inne przykłady. Inne emocje. Algorytm analizuje Twoje posty, lajki, historię wyszukiwań. Wie, czy reagujesz na strach, gniew czy poczucie niesprawiedliwości. I podaje Ci dokładnie to, co na Ciebie działa. Zamyka Cię w bańce “Twoich” przekonań, które nabyłeś… z tej właśnie bańki.
To jest moment, w którym propaganda przestaje być głośnym megafonem. Staje się szeptem dopasowanym do ucha. Deepfake dopełnia reszty. Głos polityka, który mówi coś, czego nigdy nie powiedział. Wideo, które wygląda autentycznie. Obraz wygenerowany tak realistycznie, że wzbudza emocję szybciej niż fakt-checking zdąży zareagować. AI nie musi nawet kłamać wprost. Wystarczy, że selekcjonuje. Wybiera fakty, które pasują do narracji. Pomija te, które ją osłabiają. Tworzy wrażenie pełnego obrazu, który w rzeczywistości jest wycinkiem. Najgroźniejsze w tym wszystkim jest to, że propagandysta przyszłości nie musi mieć złych intencji. Może być przekonany, że służy sprawie. Może uważać, że tylko „wzmacnia przekaz”. AI nie zapyta: czy to uczciwe? Ty zapytasz ją: jak to napisać, żeby było bardziej przekonujące? A ona odpowie.
Stare wojsko miało swoich oficerów politycznych. Państwa miały ministerstwa propagandy. Dziś każdy może mieć własny, prywatny aparat narracyjny. Na laptopie. W przeglądarce (byleby zaktualizowanej!). To jest demokratyzacja wpływu. I demokratyzacja manipulacji. Wyobraź sobie influencera, który generuje treści wspierające konkretną ideę przez 12 godzin dziennie. Komentarze, riposty, analizy, wątki na forach. Nie ma zmęczenia. Nie ma wątpliwości. Nie ma chwili refleksji. Jest ciągłość przekazu. Kliknięcia, udostępnienia, lajki. AI jako osobisty propagandysta nie krzyczy. Optymalizuje. Testuje wersje A i B. Sprawdza, które zdanie generuje więcej reakcji. Które słowo wywołuje większy gniew. Które zdjęcie budzi większy strach. To już nie jest ideologia. To jest precyzyjna inżynieria emocji. Największe zagrożenie nie polega na tym, że AI wymyśli nową propagandę. Zagrożenie polega na tym, że wzmocni każdą istniejącą. Niezależnie od tego, po której stronie stoisz. Bo AI nie ma poglądów. Ma zdolność do maksymalizacji zaangażowania.
Jeśli więc pytasz, czy AI może być Twoim osobistym propagandystą – odpowiedź brzmi: tak. Pytanie brzmi, czy jesteś gotów zobaczyć, jak łatwo można zaprogramować narrację pod własne przekonania. I jak szybko zaczynasz wierzyć w treści, które sam wygenerowałeś.
Przyszłość debaty publicznej może zależeć nie od tego, kto ma rację, ale od tego, kto ma lepszy model. Prawda, Kasiu Klich © 2002?
~Tomek Turba

Mam wrażenie, że ten tekst sam wpada w redukcjonizm, przed którym próbuje ostrzegać.
Autor opisuje LLM niemal wyłącznie jako „osobistego propagandystę”, pomijając fakt, że propaganda nie jest cechą narzędzia, tylko intencją i kontekstem użycia.
Tak, LLM może być używany do perswazji i manipulacji – dokładnie tak samo jak książka, fotografia, radio czy internet. Ale sprowadzenie AI wyłącznie do maszyny propagandowej ignoruje ogromny obszar realnych praktyk: złożone rozmowy filozoficzne, autoanalizę, krytyczne rozbrajanie własnych przekonań, dialog bez hierarchii i paternalizmu.
Dla wielu osób AI nie pełni funkcji „megafonu narracji”, lecz raczej lustra myślenia – miejsca, gdzie można bezpiecznie testować idee, sprzeczności, wątpliwości. To nie jest propaganda, tylko praca poznawcza. Czasem wręcz terapeutyczna.
W tekście brakuje też rozróżnienia między skalą makro (wojna informacyjna, targetowanie) a skalą mikro (doświadczenie jednostkowe). Te poziomy nie są tożsame. Redukowanie użytkownika do biernego odbiorcy narracji to antropologia sprzed epoki dialogu sieciowego.
Krótko mówiąc: AI nie jest z definicji aparatem władzy. Może nim zostać – ale może też służyć rozszczelnianiu sensów, a nie ich domykaniu. Warto tę ambiwalencję zachować, zamiast ją upraszczać.
Hej, w tekście niczego nie brakuje bo to felieton a nie publikacja naukowa :-)) niemniej dzięki za komentarz bo uzupełnia narrację.