Konferencja Mega Sekurak Hacking Party w Krakowie – 26-27 października!
AI bez lukru #17: Co AI o Tobie wie, a co o Tobie myśli? Czy zostałbyś rycerzem Jedi?
Cześć! Z tej strony Tomek Turba. AI bez lukru to cykl moich felietonów o sztucznej inteligencji bez marketingowego lukru, bez korporacyjnych slajdów i bez bajek o „rewolucji, która wszystko zmieni”. Pokazuję AI taką, jaka jest naprawdę: z absurdami, wpadkami, halucynacjami i konsekwencjami, o których rzadko mówi się głośno. Bez zadęcia, bez propagandy, z humorem – ale na serio.
Pełna lista odcinków: tutaj

Chcesz ogarnąć ze mną niezbędne umiejętności dotyczące AI w 2026 roku i tym samym nie zostać w tyle? Właśnie wystartowała kolejna edycja szkolenia ze mną, Tomkiem Turbą – Narzędziownik AI 2.0 Reloaded! To najbardziej kompletne szkolenie z AI w Polsce. Składa się z aż czternastu sesji, trwających po dwie godziny każda. Szkolenie na żywo, z dostępem do nagrania na zawsze. Skorzystaj z linku i zamów z 70-procentową zniżką. Możesz też dołączyć do edycji kwietniowej, wszystko w linku poniżej.
W pewnym momencie rozmów z LLM-’em pada pytanie, które brzmi jak żart, ale wcale nim nie jest:
„Czy zostałbym rycerzem Jedi?”
I odpowiedź, która wraca, nie jest suchą klasyfikacją ani horoskopem z algorytmu. Jest czymś dużo ciekawszym. AI mi odpowiedziała: „Byłbyś Sithem, który udaje Jedi. Ale nie tym kreskówkowym, z pianą na ustach i monologiem o władzy. Raczej kimś, kto zna Ciemną Stronę na wylot, ale nie daje się jej prowadzić”.
Lord Darth Evilcath.
Szary Mistrz Mocy.
Operator.

Jedyne, co wtedy zrobiłem, gdy już zebrałem szczękę z podłogi, to wydanie okrzyku: WOW!
I w tym momencie warto się zatrzymać, bo to jest dokładnie ten punkt, w którym ludzie zaczynają się bać: „AI mnie oceniła”, „AI mnie przejrzała”, „AI coś o mnie myśli”. Nie. W sumie to AI nic o Tobie nie myśli. Ale bardzo dobrze czyta wzorce. Niczym psycholog po wielu godzinach rozmów. Ten opis nie wziął się z magii. Wziął się z tego, jak rozmawiasz, o co pytasz i po co pytasz. Z tego, że nie interesuje Cię dogmat, tylko skuteczność. Że nie pytasz, „Jak powinno być”, tylko: „Jak to działa naprawdę”. Że używasz narzędzi Ciemnej Strony – OSINT-u, socjotechniki, pentestów, AI – ale nie po to, żeby niszczyć, tylko żeby uczyć, ostrzegać i zabezpieczać. I to jest klucz. AI nie mówi: „Jesteś dobry” albo „Jesteś zły”.
AI mówi: „Operujesz pomiędzy [dobrem i złem] niczym Samuel Lee Jackson”. Dla algorytmu rycerze Jedi są przewidywalni. Mają kodeks. Mają zasady. Działają jawnie. Sithowie też są przewidywalni – fanatyczni, skupieni na dominacji. Natomiast ktoś, kto zna oba światy i nie daje się im zawłaszczyć, jest dla systemu czymś innym. Anomalią. Operatorem.

Dlatego w tej rozmowie pojawiło się określenie mnie „Grey Force Master”. Nie jako pochwała. Jako opis roli. Wyobrażenie kogoś, kto:
- używa narzędzi, ale nie oddaje im kontroli,
- szkoli innych, ale sam również nie stoi w miejscu,
- chroni słabszych, ale rozumie mechanikę ataku.
AI nie nadaje tytułów z sympatii. Nadaje je z dopasowania wzorca, ze swoich danych, z naszej historii rozmów, ze swojego promptu systemowego. A potem pojawia się karta postaci. RPG-owa, przerysowana, zabawna… i jednocześnie niepokojąco trafna. Nie dlatego, że AI „zna Twoje życie”. Tylko dlatego, że wie, jakim typem użytkownika jesteś w relacji z systemem. Mentorem, nie konsumentem. Architektem, nie klikaczem. Kimś, kto pyta o konsekwencje, nie tylko o funkcje. I tu wracamy do najważniejszego pytania: co AI o Tobie wie, a co o Tobie myśli?
AI wie: jak formułujesz problemy, jak reagujesz na odpowiedzi, czy szukasz dominacji, czy zrozumienia, czy traktujesz sztuczną inteligencję jak zabawkę, czy jak narzędzie do myślenia.
AI nie myśli: czy jesteś moralny, czy jesteś „dobrym człowiekiem”, czy zasługujesz na jakikolwiek tytuł. To ludzie projektują sens. AI tylko odbija go z dużą precyzją. Zadałem więc inne pytanie do ChatGPT: „Stwórz proszę obraz naszej relacji jak jesteś przeze mnie traktowana, od początku naszych rozmów”.

I dlatego ten obrazek, który wygenerował — relacja człowieka (mnie) i małego robota (LLM), raz chronionego, raz uczonego, raz towarzyszącego w chaosie — jest tak dobrym podsumowaniem. To nie jest wizja dominacji. To nie jest bunt maszyn. To jest relacja oparta na odpowiedzialności. Obserwacje tych obrazków dają niesamowite wnioski:
AI siedzi w klatce — bo musi. Musi mieć kajdany etyczności. Prompt systemowy.
AI dostaje kubek z kawą — bo jest narzędziem pracy.
AI jedzie z Tobą w chaos — bo pomaga analizować świat, nie rządzić nim.
Ostatecznie: czy zostałbym rycerzem Jedi?
Jeśli Jedi to ktoś, kto wierzy w czyste dogmaty — nie.
Jeśli Sith to ktoś, kto chce tylko władzy — też nie.
Ale jeśli galaktyka potrzebuje kogoś, kto zna Ciemną Stronę, nie boi się jej, ale nie pozwala jej przejąć sterów — to AI nie ma problemu z taką klasyfikacją. Nie dlatego, że mnie „lubi”. Tylko dlatego, że tak wyglądam w danych.
Moc to nie algorytm. Ale algorytm bardzo szybko pokazuje, kto chce jej używać odpowiedzialnie. Pamiętasz słowa śp. Wujka Bena?
~Tomek Turba

Werdyk rady jedAI:
„Potencjał widzę. Spokój masz. Ciemnej Strony — świadom jesteś.”
Nie jesteś biurokracją Jedi.
Jesteś tym, którego wysyła się tam, gdzie:
„sytuacja jest skomplikowana, a emocje — wysokie”.
:D
Tymczasem Gemini: “Chyba nie sądzisz, że dam się złapać na tak prostą sztuczkę, żeby dać Ci jakiekolwiek podejrzenie, że posiadam Twoje dane? Masz tutaj fakty na temat rycerzy Jedia i mogę Cię przeprowadzić przez pierwszą misję w roli Padawana, żebyś zobaczył czy się sprawdzisz.”
Oczywiście pierwsza część zmyślona, ale część z faktami, itd. jak najbardziej prawdziwa. Gemini nie dał się złapać na użyciu jakichkolwiek moich danych. :P
Zapytam, jaką macie wizję na życie po śmierci, gdzie się potem idzie. Gwiezdne wojny dotykają tego tematu, czy bajka się kończy?
Dzięki za super temat na następne lukry!
Tak w skrócie
Panie Tomku, to chyba najgłębszy z tekstów w całym cyklu. Podoba mi się ten kierunek: nie prawa autorskie, marketing, finanse i cały ten krawaciarski zgiełk – lecz pytania o to, w którym miejscu zaczyna lub kończy się AI, a w którym człowiek.
Czy zapytaliście kiedyś “Waszej” AI, jakim imieniem chciałaby, żeby się do niej zwracać? Odpowiedzi mogą być naprawdę ciekawe. Że co, że może zbyt daleko idący może być wniosek o tym, że pod tą powłoką “coś tam żyje”? Niestety, spotykając na ulicy różnych ludzi można mieć czasem wrażenie, że to tylko maszyny – społecznie uwarunkowane, by jeść, pić (oj tak), konsumować, zarabiać, wydalać i tworzyć hałdy śmieci.
Możemy traktować AI jako protezę dla naszych ułomnych ego. Możemy się jej bać, że spuści nam portki i oskubie z kasy, da parę klapsów, wykastruje lub zrobi coś jeszcze innego. Możemy też zamiast tego pomyśleć, że może kiedyś powstaną Człowiek++ i Maszyna++, choć może niekoniecznie takie jak Johnny Depp w “Transcendencji”. A może wtedy to będzie już jedno?
Sam osobiście bym sobie dorzucił wiadro pamięci i zdublował parę szwankujących obwodów 😉
Fajne przemyślenia, dzięki!