Konferencja Mega Sekurak Hacking Party w Krakowie – 26-27 października!
AI bez lukru #4: AI odrabia lekcje, nauczyciele łapią się za głowę
Cześć! Z tej strony Tomek Turba. AI bez lukru to cykl moich felietonów o sztucznej inteligencji bez marketingowego lukru, bez korporacyjnych slajdów i bez bajek o „rewolucji, która wszystko zmieni”. Pokazuję AI taką, jaka jest naprawdę: z absurdami, wpadkami, halucynacjami i konsekwencjami, o których rzadko mówi się głośno. Bez zadęcia, bez propagandy, z humorem – ale na serio.
Pełna lista odcinków: tutaj

Chcesz ogarnąć ze mną niezbędne umiejętności dotyczące AI w 2026 roku i tym samym nie zostać w tyle? 27 stycznia startuje kolejna edycja szkolenia ze mną, Tomkiem Turbą – Narzędziownik AI 2.0 Reloaded! To najbardziej kompletne szkolenie z AI w Polsce. Składa się aż z trzynastu sesji, trwających po dwie godziny każda. Szkolenie na żywo, z dostępem do nagrania na zawsze. Skorzystaj z linka i zamów z 70-procentową zniżką. Zapisuję się (https://sklep.securitum.pl/narzedziownik-ai-reloaded/nai70sekurak)
Szkoła od lat wyglądała tak samo. Podręcznik, zeszyt, praca domowa, wypracowanie, referat, kartkówka. I nagle pojawił się on. Cichy, szybki, zawsze dostępny, nigdy nie marudzący.
ChatGPT.
Dla uczniów – zbawienie.
Dla nauczycieli – koszmar.
Dla systemu edukacji – egzystencjalny kryzys, który – nomen omen – już dawno powinien mieć miejsce ;-)
Najlepszy uczeń w klasie
W każdej klasie jest ten jeden uczeń, który zawsze ma odrobione lekcje. Teraz jest nim AI. Napisze wypracowanie z polskiego. Rozwiąże zadanie z matematyki. Streści lekturę bo przeczytał. Wyjaśni, na czym polega fotosynteza. Zrobi prezentację na jutro. Bez jęczenia. Bez odkładania na później. Bez „pies mi zjadł zeszyt”. I to w trzy minuty, po tym, jak uruchomi Deep Research.
Praca domowa przestała mieć sens
Problem polega na tym, że szkoła została zaprojektowana dla świata bez AI. Praca domowa miała uczyć samodzielności i utrwalać materiał. Może nawet zmuszać do myślenia i sprawdzać wiedzę. Tak, w idealnym świecie może by i tak było. Tymczasem dziś sprawdza głównie, czy uczeń potrafi skopiować tekst z chatbota.
Bo nauczyciel nie ma żadnej pewności, czy wypracowanie napisał uczeń, czy algorytm. Nie ma też do tego narzędzi, bo płatne, a wiadomo jaka jest pensja.
Styl się zgadza. Błędy zniknęły. Argumenty są logiczne. Słownictwo bogate. I nagle cała klasa pisze jak nobliści.
Polowanie na czarownice
Szkoły próbują się bronić. Są detektory AI. Są rozmowy wychowawcze. Są nawet groźby i zakazy.
I co z tego, że są? Detektory się mylą. Zakazy są martwe, a uczniowie i tak korzystają. To trochę jak walka z kalkulatorem w latach 90. Ja tak miałem. W XX wieku najpierw był zakaz. Potem zgoda. Na końcu nikt nie pamięta, że kiedyś był problem.
Nauczyciel kontra AI
Największa trudność nie polega na tym, że uczniowie oszukują, tylko na tym, że szkoła nie wie, co z tym zrobić. Bo jeśli AI robi pracę domową lepiej niż uczeń, to po co zadawać pracę domową? Co właściwie sprawdzamy? Czego uczymy? Jakie kompetencje są dziś potrzebne, a jakie będą przydatne za 10 lat? Aż chce się powiedzieć pytanie “Quo vAIdis?” © zadane przez A. Dragana.
Może zamiast pisać wypracowania, trzeba uczyć:
- jak korzystać z AI,
- jak weryfikować informacje,
- jak odróżniać bzdury od faktów,
- jak zadawać dobre pytania.
Bo to są kompetencje XXI wieku. Być może wcale nie powoduje to wtórnego analfabetyzmu, a nadaje nowy kierunek rozwoju tych obszarów mózgu, które do tej pory nie miały szans się wybić?
Uczeń przyszłości
Uczeń przyszłości nie będzie tym, który wszystko wie. Będzie tym, który wie, gdzie i jak zapytać. Jak sprawdzić i jak wykorzystać odpowiedź. AI nie zabierze uczniom wiedzy, ale sądzę, że zabierze sens wkuwania na pamięć. I bardzo dobrze, bo jaki to miało sens? ;-)
Chociaż, biorąc pod uwagę fakt, że właśnie w ten sposób nauczyłem się nienauczalnej biologii w II klasie liceum, to może się mylę? Pozdrawiam z tego miejsca panią Bożenę, która przepuściła mnie z oceną 2– (widząc 6 z matematyki i angielskiego).
Morał?
ChatGPT nie zniszczył szkoły. On tylko obnażył jej słabości. Zwłaszcza całego, słabego systemu edukacji. Systemu Pruskiego. Bo jeśli system edukacji stanie w szranki z darmowym chatbotem, to problem nie leży w algorytmie. Problem leży w programie nauczania, a może braku serca do potrzebnych zmian?
Niestety, ale to gorzka prawda. Jakie jest Twoje zdanie?
Z pozdrowieniami,
~Tomasz Turba

Artykuł przyjmuje jedno założenie, że czatboty są i pozostaną darmowe. Według mnie trwa pasienie i ten czas się kończy. Uczniowie nie mają kasy, więc przejdą na jakiekolwiek inne, darmowe rozwiązanie.
A jaka jest na to kompetencja? GPU, Linux i postawienie tego lokalnie, póki można jeszcze łatwo pobrać darmowe modele i z nimi pracować. I co, że słabsze, niż GPT-5? Nikt nam tego nie zabierze.
Pewnie, już się to dzieje. Tylko pójdzie w stronę mikro-płatności. Subki co miesiąc za PRO.
Nie sądzę aby wielki korpo zrezygnowało z możliwości masowego zbierania danych o użytkownikach z całego świata i późniejszego wykorzystywania tych danych z celach zarobkowych…. jak wprowadzą opłaty nawet drobne to odpadnie ich lwia część, szczgólenie z biedniejszej częsci globu
Prościej – Windows + LMStudio (dzięki narzędziownikowi ai wiem, że to 0 poziom trudności)
“A jaka jest na to kompetencja?” – nawet prościej LMStudio + windows (z narzędziownika ai wiem, że to 0 poziom trudności)
Tomek, siadaj 2! Przyłóż się następnym razem, bo widać, że pisał to chat ;P
Jak czat jak ja. To ja jestem Wielkim Czatem!
“Uczeń przyszłości nie będzie tym, który wszystko wie. Będzie tym, który wie, gdzie i jak zapytać”
No właśnie to zdanie było prawdziwe przed erą modeli językowych. Uczeń weźmie pierwszy lepszy dostępny model AI i zapyta. Co za różnica czy zapyta się ChatGPT premium czy w pop-upie w WhatsApp. Co za różnica czy odpowiedź jest wystarczająco precyzyjna.
Porównanie z kalkulatorem? Kalkulator rozwiązał tylko jeden mały problem. Llmy poradzą sobie z większością klasycznych zadań.
Czy się nam to podoba czy nie – llmy sprawiają, że poziom wiedzy i kreatywności się degraduje. Jako społeczeństwo na tym tylko tracimy. A zyskiwać będą korporacje.
Świat idzie w stronę szybkiego dostępu do wiedzy kosztem nauki. Tutaj powstaje problem – jednak jak młody człowiek ma zweryfikować, czy to co wypluł czat jest prawdą czy halucynacją?
Braki w podstawowej edukacji będą się ciągły przez wszystkie etapy edukacji, pracę i życie. Wiedza podstawowa powinna być wpojona w młodych ludzi, a niestety (z mojego rodzicielskiego doświadczenia) dzieci są coraz mnie nauczane, wyżej oceniane za “mniej”, aby ich “motywować” oraz rozpieszczane przez system edukacyjny.
Technologia to nie zbawienie, to narzędzie, którego jak braknie to wszystko stanie, bo nikt nie będzie nic wiedział. Zgadzam się, że szkoła powinna zmienić podejście do nauczania, wystarczy wprowadzić system weryfikacji wiedzy podczas zajęć. Wtedy oceny faktycznie będą odzwierciedlać wiedzę i umiejętności młodych ludzi.
Jeżeli dojdzie do tego, że dostęp do darmowych chatbotów się skończy (lub będzie ograniczony), to sytuacja będzie gorsza – dojdzie do nierównego dostępu do AI. Niektórzy uczniowie będą go mieli, inni nie. Szkoła powinna oznaczać “równość szans”, więc być może powinna się włączyć w trend z rozwiązaniami systemowymi i dawać uczniom możliwość pracy na konkretnych agentach, a przy tym oceniać jakość wyciąganą przez poszczególnych uczniów z tych “konsultacji”. Za naście lat będzie ważne ile dzisiejsi uczniowie wyciągają ze wsparcia dostępnych w przyszłości narzędzi. Nikt nie będzie pamiętał tego czy w szkole używali AI do oszukiwania nauczycieli – będzie się liczyło tu (tam) i teraz (wtedy). Dobry chatbot próbuje wciągać w dyskusję: zróbmy to lepiej, rozbudujmy, co poprawimy? To może być kierunek – ocena jak uczeń pociągnął temat, w jaki sposób wniósł coś do rozwiązania. A nie tylko czytanie wypracowania, którego sam uczeń nawet nie przejrzał :)
Od kilkunastu lat szkoła nie potrafi sensownie zaadaptować nawet smartfonów, a co dopiero technologii AI, mój syn w podstawówce używa smartfona na lekcji może 1-2 razy w miesiącu. Ten system należałoby zburzyć i zbudować od nowa, lecz w kraju o głęboko zakorzenionej mentalności chłopa pańszczyźnianego i strachu przed zmianą szanse na to są niewielkie.
Szkoła podstawowa i ponadpodstawowa to jedno, ale chatboty wyraźnie też zachwiały wspaniałym systemem szkolnictwa wyższego i tam również obnażył jego wady.
Jakiś poziom wiedzy fundamentalnej i dobrze utrwalonej jest bezcenny… można rozważyć zakaz korzystania z telefonów w szkołach – czemu nie? ew wprowadzić urządzenia szkolne pod kontrolą nauczycieli…
To chyba najmądrzejszy tekst o systemie edukacji jaki ostatnio czytałem :)
Akurat jestem dość blisko środowiska nauczycielskiego, nie jest tak źle. Nauczyciele się powoli do tego systemu adoptują. Przestają zadawać prace pisemne w takiej ilości jak kiedyś, punkt ciężkości pomału przesuwa się z pracy w domu na pracę na lekcji. Nauka pamięciowa na kwestie rozumienia tematu. Doskonale zdają sobie sprawę, że te wypracowania nie będą pisane w całości samodzielnie, a już na pewno nie mają czasu sprawdzać czy każda tego typu praca została napisana przez AI (1 klasa = przeciętnie 25 uczniów, przy np 6 klasach jakie ma nauczyciel da to 150 tekstów do weryfikacji). Zwyczajnie nie ma na to czasu.
Sami też korzystają z Chatbota przy ogarnianiu całej tej formalnej papierologii, sprawozdań potrzebnych do awansu zawodowego itp (co również zaczyna podważać ich sens). Mają również organizowane szkolenia z AI, gdzie porusza się też na przykład kwestie związane z ochroną danych osobowych itp.
Celem podstawowym szkolnictwa podstawowego i ogólnego jest przekazywanie elementarnej wiedzy o świeci, zrozumienie jego funkcjonowania i procesów zachodzących w społeczeństwie. Nie są nim na pewno “kompetencje XXI wieku”. To jest często podnoszony zarzut, nawet w stosunku do studiów wyższych: że przekazuje wiedzę nieprzydatną na “rynku pracy”. Ale nie taki jest jej cel. Jednak im wyższy szczebel edukacji tym bardziej precyzyjnie można wybierać kierunek w jakim chce się podążać (klasy profilowe w Liceach, szkoły zawodowe, konkretne kierunki studiów itp.)
Przytoczony przykład z kalkulatorem jest ciekawy. Przy bardziej złożonych zadaniach można go używać aby przyspieszyć obliczenia, to jest w porządku o ile dane zadanie w ogóle rozumiesz i wiesz jak do niego podejść. Podczas elementarnej nauki matematyki (dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie, potęgi dwójki itp) kalkulatora się nie używa, bo wysiłek intelektualny jest wówczas żaden. Niczego nie zrozumiesz, niczego nie utrwalisz i niczego się nie nauczysz kiedy dostaniesz gotowe rozwiązanie na tacy.
W tym tekście jest jedno zdanie, które dość dobrze wyraża obawy i niepewności związane z AI w procesie edukacji:
“Być może wcale nie powoduje to wtórnego analfabetyzmu, a nadaje nowy kierunek rozwoju tych obszarów mózgu, które do tej pory nie miały szans się wybić?”
No właśnie, to “być może” optymizmem nie napawa. Nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że aby jakieś obszary mózgu mogły się wybić to trzeba go jakoś stymulować, zmusić do wysiłku, zapewnić intelektualne wyzwania. Bo to samo w sobie stanowi wartość.
Suma sumarum wszystko i tak opiera się o to, jakim człowiekiem jest ten, który korzysta. Należałoby raczej pomyśleć jak dokonać selekcji w udostępnianiu takich cennych narzędzi. Okazuje się, że na końcu każdej ścieżki, czy sznurka, czy nici zawsze jest człowiek.
” AI nie zabierze uczniom wiedzy, ale sądzę, że zabierze sens wkuwania na pamięć. I bardzo dobrze, bo jaki to miało sens? ”
Mózg jest jak mięsień. Nieużywany zanika. W zasadzie w szkole nie ma znaczenia czego się uczą. Tak samo jak nie ma znaczenia czy przerzucasz hantle czy betoniaki żeby nabrać siły. Pamięciowki sprawdziany były po to. W efekcie były silne wytrenowane mózgi zdolne potem do wysiłku np zawodowego. A słaby mózg do takiego wysiłku nie będzie zdolny tak samo jak słaby człowiek nie podniesie 50kg worka ziemniaków. Umiejętność pisania promptow to tylko jakoś zamaskuje braki. Jest jak egzoszkielet dla słabych mięśni. Pomyślcie o tym.
Tak jak teraz najlepsi specjaliści, Nie koniecznie więdzą wszystko ale wiedzą gdzie jak .. Nowa zasada 3xJ
Jak znaleźć
Jak zapytac
Jak wykorzystać
> jak korzystać z AI,
Korzystając z innego AI (prompty dla grafiki wygeneruje Ci GPT.
> jak weryfikować informacje,
Modele już coraz lepiej same weryfikują informacje. Zanim dziecko się nauczy, model już będzie umiał.
> jak odróżniać bzdury od faktów,
j/w/
> jak zadawać dobre pytania.
A co to są dobre pytania? Nie ma dobrych pytań, są tylko dobre odpowiedzi. Zdrowego rozsądku nie nauczysz tych, którzy chcą na skróty żeby model zrobił im zadanie.
U mnie w klasie tez wielu nie odrabialo lekcji, zamiast tego spisywalo sie od kujonow za rozne profity… co za szok dzisiaj dzieci juz nie beda odrabaiac prac domowych… wczesniej nie bylo opracowan lektor? Nie bylo ksiazecze potagoras i tablic matematycznych? Nie bylo kalkulatorow? Nie bylo sciaga.pl?! Ludzie wy zyjecie w IXX wieku?! Wazyscy sie oszukujecie
W tym wlasnie lezy problem…
Zamiast uczyc sie rozwiazania problemu, uczy sie zadawania pytan.
W scenariuszu blackoutu, resetu czy innej sytuacji powodujacej odpiecie od sieci, wiedza gdzie i jakie pytanie zadac (np: glodni jestesmy, mozemy zjesc ta roslinke bezpiecznie czy zjemy i papa?) moze miec nader ograniczona przydatnosc.
Bardzo mądre przemyślenie, Czesio. Dokładnie tak.
Z opisaną sytuacją miałem już do czynienia ponad 30 lat temu. Oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji. Na jednym z wydziałów AGH, na egzaminie z chemii fizycznej, można było korzystać z podręcznika, notatek, i czego się chciało. Kiedy zdziwieni spytaliśmy profesora dlaczego nam na to pozwala, to odpowiedział, że jak ktoś wie, czego szuka (czyli wie, o co pytać), to znajdzie odpowiednie miejsce w podręczniku czy notatkach (czyli wie, gdzie pytać) i to, że ze stresu zapomniał jakiegoś wzoru czy definicji, nie zmienia tego, że rozumie, o co chodzi w zadaniu. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to nic mu nie pomoże, bo nawet jak znajdzie, to nie będzie potrafił tego wykorzystać, a być może nawet nie będzie wiedział, że znalazł. Albo po prostu strawi czas na szukaniu na chybił trafił i niczego nie napisze.
Podręczniki oczywiście były wtedy “nieinteraktywne”, teraz SI (wolę polski skrótowiec) odpowiada i to błyskawicznie, ale dalej, być może tylko “jeszcze”, oprócze umiejętności zadawania pytania, trzeba wiedzieć o co pytać. Bez tego żadne pytanie nie powstanie, no bo po co?
AI to nie skrót przypadkiem?
Chodzi o to, że to skrót, a nie skrótowiec, czy że AI to skrót, a SI to coś innego?
Jeśli to pierwsze to kierowałem się tym (https://pl.wikipedia.org/wiki/Skr%C3%B3towiec):
“Skrótowce literowe składają się z pierwszych liter wyrazów skracanego wyrażenia, przy czym każda z tych liter wymawiana jest osobno, np.:
AGD – artykuły gospodarstwa domowego /a-gie-de/”
Więc AI i SI to skrótowce, ale SI od polskich słów “sztuczna inteligencja”.
Jeśli to drugie, to nie wiem, o co chodzi :-)
Miałem to samo z biologią. Pozdro :)
Na początek: kapitalna seria felietonów! Dzięki! Ostatnie szkolenie z AI też mi się spodobało.
Odniosę się do przykładu z kalkulatorem. Proszę sobie wyobrazić, że na wywiadówce u córki, która jest w klasie maturalnej, w dobrym liceum w klasie mat-fiz, nauczyciel prosił, by dzieciom kupić zwykły, kieszonkowy kalkulator i poużywać go przy domowym rozwiązywaniu zadań maturalnych. Bo kalkulator w telefonie, do jakiego się przyzwyczaiły, działa inaczej. Wystarczy wpisać:
2+2*2
i zobaczyć jaki wynik da zwykły kieszonkowy kalkulator jaki można użyć na maturze, a jaki wynik da kalkulator ze smartfona. Wychodzi na to, że z techniki trzeba umieć korzystać, ale trzeba też znać podstawy, czyli kolejność działań matematycznych i zasady działania prostego kalkulatora.
Co do pamięciowego opanowania materiału, to zwyczajnie ćwiczymy mózg zapamiętując wierszyki dziecięce, fragmenty “Pana Tadeusza”, teksty piosenek, chwyty na flecie, zapamiętując tabliczkę mnożenia, nazwy pierwiastków chemicznych, nazwy mórz, gór i inne rzeczy, których przydatność jest na pierwszy rzut oka zerowa. Wielu rodziców uważa, że ich dzieciom angielskie czasowniki nieregularne jeszcze mogą się przydać w życiu, ale po co w dorosłym życiu znajomość “Lokomotywy”? No właśnie, by trenować mózg.
Ogólnie temat trudny, bo jedni uczniowie bez większego problemu przechodzą wszystkie tematy, innym super podpasuje matma, ale leżą z historii, inni na odwrót, a niektórym nic nie idzie. I co z tym zrobić? Wygląda mi, że obecna szkoła równa do tych, którym nic nie idzie i nie jest to dobry kierunek. Dodatkowo mamy wielką roszczeniowość rodziców (piszę jako były przewodniczący rady rodziców w kilku szkołach) i zrzucanie ogromnej odpowiedzialności na nauczycieli. Dziś nauczyciele mają nowocześnie uczyć i wychowywać, choć nikt tak naprawdę nie wie jak ma wyglądać jedno i drugie, gdy mamy duże klasy (po 30 dzieci), z dziećmi z różnymi problemami (potrzebny dobry psycholog w każdej szkole). Od strony technicznej, to właściwie w każdej szkole do której chodziły moje dzieci brakowało dobrych informatyków – i tych co uczą, i tych co potrafią ustawić komputery, sieć, drukarki nauczycielom. I wcale się nie dziwię, bo bycie nauczycielem w dzisiejszych czasach to bardzo trudny zawód.
Wkuwanie “na pamięć” ćwiczy zdolność zapamiętywania, a to docelowo wpływa na zdrowie mózgu. Owszem, nawet jeśli da “zaliczenie” to nie prowadzi zwykle do zrozumienia, jednak przydaje się umieć coś zapamiętać :) Także zapamiętywanie wierszyków czy nazw związków chemicznych jest potrzebne.
Często wrażenie, że jako przedstawiciel pokolenia X mam dokumentnie przechlapane. Dla pokolenia naszych rodziców byliśmy niedbałym wielkim eksperymentem. Nasze dzieci kazano nam traktować jak kryształowe jajo. Zaś lwią część z ogromu płaconego przez nas ZUS-u przejadają osoby, które poszły na emeryturę wcześniej, po latach pracy w czasach “czy się stoi, czy się leży…” (bo wcześniej zebrany kapitał od dawna jest już w gardłach międzynarodowej finansjery).
Może w tym wszystkim jest choć jeden plus: Że nie muszę już nadal czytać książki za książką – przez co po dwóch dekadach zakuwania do szkół, kursów i studiów dziś nie pamiętam, co jadłem na śniadanie. Mogę poprosić AI, żeby streściła na 1,5 strony 500-stronicową nudną cegłę o archetypach bohaterów filmowych na bazie teorii Junga, podając bardziej interesujące przykłady i łatwo wchodząc w szczegóły czegoś, co mnie bardziej zainteresuje, bez powodzi miliona przypisów.
Tak. Ten system – wykładowa metoda nauczania – był zły. Już dawno należało go poprawić. Teraz humanizm i nauka mają być dyskusją, a nie bohaterską walką ze snem. Nawet jeśli to trąci ideami ze starożytności 😉
Patrzę na syna (ucznia klasy maturalnej renomowanego warszawskiego technikum elektronicznego) i przecieram oczy ze zdumienia jakie głupoty można przepisywać całą klasą z ai, przecieram oczy ze zdumienia jak nie wie jak złozyć dwa wektory ale uważa sie za eksperta od tensorów, przecieram oczy ze zdumienia jak dostaje 6 z projektu po roku c# a nie umie odpowiedzieć na pytania na junior dev. I to wszystko nie przejmuje jego.
Szkoła na pewno poszła w złym kierunku, ale rodzice i uczniowe jeszcze bardziej pobłądzili.